Na co uważać w OWU, zanim podpiszesz umowę
Ogólne warunki ubezpieczenia potrafią mieć setki stron. Prawie nikt ich nie czyta w całości, a potem przy zgłoszeniu okazuje się, że decydowało jedno zdanie ze środka dokumentu.
Nie musisz czytać wszystkiego. Przy każdym ryzyku, które naprawdę Cię interesuje, wystarczą trzy pytania: co jest objęte, jak zostało zdefiniowane i kiedy ubezpieczyciel nie zapłaci. Nazywam to świętą trójcą. Wyłączenia zajmują zwykle pół strony, definicja jednej choroby kilkanaście linijek, a zakres to tabelka z przypisanymi procentami sumy. Tak z setek stron zostaje pięć. Zanim jednak w ogóle otworzysz warunki, sprawdź coś wcześniejszego: czy polisa jest dobrze ustawiona co do celu i terminu. Przy źle ustawionej umowie czytanie warunków niczego nie uratuje.
Spis treści
- Zanim otworzysz warunki, sprawdź ustawienie polisy
- Święta trójca, czyli trzy pytania przy każdym ryzyku
- Ile ryzyk obejmuje umowa i co znaczy procent sumy
- Definicje, czyli dlaczego „poważne zachorowanie” to slogan
- Wyłączenia i procedury: dom, mieszkanie, wyjazd za granicę
- Karencja, ankieta medyczna i stan zdrowia sprzed umowy
- Moje obserwacje z rozmów z klientami
- Często zadawane pytania
Kluczowe wnioski
| Co sprawdzić | Dlaczego to decyduje |
|---|---|
| Cel i termin umowy | Przy ochronie na kilkanaście miesięcy sama treść warunków niewiele zmienia |
| Liczba ryzyk w umowie | W jednym dokumencie zdarzeń bywa czternaście, w innym sto dziewięćdziesiąt |
| Procent sumy przy zdarzeniu | Suma 100 000 zł i dziesięć procent za dane zdarzenie to wypłata 10 000 zł |
| Definicja konkretnej choroby | Ten sam termin w dwóch dokumentach potrafi znaczyć co innego |
| Wyłączenia odpowiedzialności | Pytanie nie brzmi, ile ich jest, tylko czy pasują do objętego ryzyka |
| Procedura zgłoszenia | Przy leczeniu za granicą kolejność kroków bywa warunkiem wypłaty |
Zanim otworzysz warunki, sprawdź ustawienie polisy
Kiedy klient przynosi mi umowę zawartą gdzie indziej, nie zaczynam od ogólnych warunków. Zaczynam od pytania, czy cel tej polisy jest dobrze dobrany. Patrzę, co jest umową główną, jakie są umowy dodatkowe, jakie sumy zostały ustawione i jakie są daty. Dopiero potem sięgam po warunki.
Najważniejsza jest data końca ochrony. Jeżeli ktoś jest ubezpieczony na kilkanaście miesięcy, samo czytanie warunków nic nie da, bo problem leży piętro wyżej. Ja nie ubezpieczam ludzi na krótki termin, bo takie ustawienie umowy po prostu się nie opłaca. Rozpisałem to osobno w tekście o czasie trwania polisy i ryzykach związanych z terminem.
Nie jesteś z tym dokumentem sam. Ogólne warunki są wzorcem umownym, a ich postanowienia powinny być jednoznaczne i precyzyjne. Niska składka bywa sygnałem wąskiego zakresu albo wyjątkowo szerokiego katalogu wyłączeń, i to widać dopiero w treści, nigdy w cenniku. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi publiczny rejestr niedozwolonych klauzul umownych, czyli zapisów, których we wzorcu umowy być nie może.
Święta trójca, czyli trzy pytania przy każdym ryzyku
Rozwiązania na poważne zachorowania to zwykle umowa dodatkowa do umowy głównej na życie. Przy każdej takiej umowie zadaję trzy pytania i zawsze w tej samej kolejności.
Pierwsze: jakie zdarzenia ubezpieczeniowe są objęte ochroną. Drugie: jaka jest ich definicja. Trzecie: jakie wyłączenia odpowiedzialności mają zastosowanie. Mówiąc prościej, chodzi o to, co dostaniesz, ile dostaniesz i kiedy nie dostaniesz nic.
To działa punktowo. Jeżeli zależy Ci akurat na tematach związanych z nerkami, czytasz, czym w tym dokumencie jest niewydolność nerek albo przeszczep, sprawdzasz przypisany procent sumy i patrzysz, które wyłączenia obejmują to ryzyko. Nie czytasz przy tym niczego o kończynach ani o wzroku. Dlatego nawet gruby dokument trywializuje się do pięciu stron.
Dopiero po tych trzech pytaniach podejmujesz decyzję o sumie ubezpieczenia, a z sumy wychodzi składka. Nie odwrotnie. Zaczynanie od ceny jest najkrótszą drogą do polisy, która wygląda tanio i nie robi tego, czego od niej oczekujesz.
Jeżeli chcesz przejść przez te trzy pytania na własnym dokumencie, a nie na ogólnym przykładzie, umów się na rozmowę. Zrobimy to razem, punkt po punkcie.
Ile ryzyk obejmuje umowa i co znaczy procent sumy
Pierwsza rzecz, na którą patrzę w warunkach ubezpieczenia na życie, to liczba przewidzianych ryzyk. To jest miara, która mówi najwięcej najszybciej. Przy poważnych zachorowaniach w jednym dokumencie pokrytych bywa czternaście zdarzeń, a w innym sto dziewięćdziesiąt. Różnica jest ogromna, a z okładki polisy nie wynika w żaden sposób.
Druga rzecz to warianty. Pakiety często dzielą się na podstawowy i rozszerzony, a to, który wybierzesz, przesądza o tym, czy konkretne zdarzenie w ogóle znajdzie się na liście.
Trzecia rzecz to procenty sumy ubezpieczenia i tu ludzie mylą się najczęściej. Wysokość świadczenia zależy od procentu przypisanego do konkretnego zdarzenia, a nie od kwoty, którą masz wpisaną na polisie. Możesz mieć sumę 100 000 zł na nowotwory, ale jeżeli za ten jeden konkretny nowotwór przewidziano dziesięć procent, wypłata wyniesie 10 000 zł. Dokładnie tak to działa. Jeżeli więc obawiasz się bardzo określonej choroby, na przykład udaru, sprawdzasz nie sumę na polisie, tylko procent przypisany do tego zdarzenia. Rozwinąłem ten mechanizm w tekście o tym, ile pieniędzy wypłaca polisa za poważne zachorowanie.
Definicje, czyli dlaczego „poważne zachorowanie” to slogan
Kiedy pytam kogoś, czy jest ubezpieczony na poważne zachorowania, to jest niepoważne pytanie. Powinienem pytać, czy jest ubezpieczony na zawał, udar, kardiomiopatię, przeszczepy, niewydolność nerek i dziesiątki innych pozycji. Poważne zachorowania to slogan. Pytanie brzmi, co jest w środku.
Najlepszy przykład to udar. W dokumencie może być opisany jako udar mózgu z trwałym deficytem neurologicznym albo bez takiego deficytu. To są dwie różne rzeczy i dobrze jest wiedzieć, którą z nich kupujesz, choćby z ciekawości, za co płacisz. Takie punkty sprawdzam razem z klientem, zdanie po zdaniu.
Każde towarzystwo ma własne definicje i to się raczej nie zmieni. Pojawiają się pomysły, żeby je ujednolicić, ale wydaje mi się to trudne: to są różne produkty, z różnym poziomem świadczeń i różnie wycenianym ryzykiem, a każda firma opiera się na własnym portfelu i własnych danych. Ja znam swoją ofertę i wiem, na co zwrócić klientowi uwagę w rozmowie o niej.
Wyłączenia i procedury: dom, mieszkanie, wyjazd za granicę
Przy ubezpieczeniu domu i mieszkania wyłączeń jest zwykle znacznie więcej niż przy życiu. Potrafią zająć dwie strony. Standardowo wyłączone są na przykład szkody górnicze i to możesz sprawdzić także w warunkach mojego towarzystwa. Sensowne wyłączenia też istnieją, choćby błędy budowlane albo niezgodność konstrukcji z prawem budowlanym.
Pytanie, które zadaję przy wyłączeniach, nie brzmi „ile ich jest”, tylko czy mają sens wobec ryzyk objętych umową. Spotkałem umowy, w których wyłączenia kompletnie nie grały z zakresem ochrony. Nie przytaczam konkretnych zapisów z cudzych dokumentów, bo nie o to tu chodzi. Chodzi o to, żebyś sam sprawdził, czy jedno pasuje do drugiego.
Przy nieruchomościach sprawdzam jeszcze, czy ryzyka są wymienione z nazwy, jak deszcz nawalny, burza, gradobicie czy uderzenie pioruna, czy też mamy formułę all risk. A jeżeli all risk, to trzeba dokładnie doczytać, co w tym dokumencie znaczy all risk, bo to określenie bywa węższe, niż brzmi.
Procedura przy kosztach leczenia za granicą
To jedna z najważniejszych rzeczy, które staram się ludziom wbić do głowy. Mowa o polisie wakacyjnej, czyli tej, którą zabierasz ze sobą na wakacje albo w podróż. Nie wystarczy wiedzieć, że masz w niej koszty leczenia w zakresie. Trzeba sprawdzić procedurę.
Bardzo konkretny przykład. Jeżeli w warunkach jest napisane, że przy zdarzeniu medycznym najpierw dzwonisz na infolinię, infolinia akceptuje zdarzenie i dopiero wtedy wzywasz karetkę, to musisz to wiedzieć przed wyjazdem. Bo jeżeli na własną rękę pojedziesz do szpitala, a zadzwonisz później, możesz się zdziwić odmową. Bywają w takich zapisach wyjątki, na przykład gdy kontakt był niemożliwy z powodu zagrożenia życia lub zdrowia, ale to są rzeczy interpretowalne, a nie gwarancja.
Dlatego przy polisie wakacyjnej sprawdzam jej praktyczność: czy możesz sam pojechać do szpitala, jeśli nagle rozboli Cię brzuch, i czy takie zdarzenie na pewno zostanie pokryte. Komisja Nadzoru Finansowego wydała na ten temat bezpłatny poradnik o ubezpieczeniach podróżnych w praktyce do przejrzenia przed wyjazdem.
Karencja, ankieta medyczna i stan zdrowia sprzed umowy
Karencja i stan zdrowia sprzed umowy zwykle wychodzą już na rozmowie, bo każdy wniosek o ubezpieczenie wymaga ankiety medycznej, a rzetelny doradca pyta o zdrowie, zanim zaproponuje jakiekolwiek rozwiązanie. Jeżeli zawarłeś umowę i nikt nie zapytał Cię o stan zdrowia, ta polisa najprawdopodobniej nie zadziała tak, jak myślisz. Wyjątkiem są rozwiązania stricte wypadkowe: przy złamaniu, upadku z drabiny czy potrąceniu przez hulajnogę stan zdrowia sprzed umowy nie ma tu znaczenia.
Przy ochronie życia i zdrowia ankieta medyczna jest regułą, nie wyjątkiem, i tak to działa w większości towarzystw. W polisie na życie bez ankiety mogę zaproponować sumę ubezpieczenia do 1000 zł. Każda wyższa suma oznacza już pełną ankietę medyczną. To nie jest formalność do odklikania. Nie będę dobierał rozwiązania nowotworowego komuś, kto jest po nowotworze złośliwym, skoro wiem, że takiej umowy nie otrzyma. Nie chodzi o odmawianie, bo każdy ma prawo złożyć wniosek i nic to nie kosztuje. Chodzi o to, żeby nie rozbudzać nadziei, których dokument nie pokryje. Napisałem osobno, dlaczego doradca pyta o stan zdrowia.
Moje obserwacje z rozmów z klientami
Czytam warunki przed spotkaniem, nie w jego trakcie
Lubię przygotować się na spotkanie i mieć warunki oraz umowę klienta wcześniej. Wystarczy, że klient zrobi zdjęcie dokumentu, na którym widać kod ogólnych warunków. Pobieram je sobie i czytam te fragmenty, o których wiem, że będą ważne w rozmowie. Dzięki temu na spotkaniu rozmawiamy o konkretnych zapisach, a nie o tym, gdzie ich szukać.
Wariant rozszerzony potrafi zdecydować o wypłacie
Mam wypłatę u klienta, który wybrał poważne choroby w wariancie rozszerzonym. Właśnie dzięki temu wyborowi dostał świadczenie za ablację zaburzeń rytmu serca. Opisałem tę sprawę szerzej przy okazji tekstu o tym, czy za pobyt w szpitalu należy się odszkodowanie z polisy. To jest dokładnie ta sytuacja, w której lista zdarzeń z umowy przestaje być abstrakcją.
Zostawiam klientowi przestrzeń, żeby sam doczytał
Jestem takim agentem, który na spotkaniu zostawia miejsce na to, żeby klient sam doczytał, co jest w dokumencie i jakie są wypłaty. Nie traktuję tego jako straty czasu. Osoba, która rozumie własną umowę, zgłasza szkodę spokojniej i rzadziej przeżywa rozczarowanie, bo wie, czego się spodziewać.
Potrzebujesz pomocy przy swoim dokumencie
Jeżeli masz umowę i nie wiesz, co z niej wynika, przejdę z Tobą przez te trzy pytania na Twoim dokumencie, a nie na przykładzie z broszury. Możesz umówić się na rozmowę, także wtedy, gdy polisa pochodzi z innego towarzystwa. Konsultacja jest bezpłatna.
Często zadawane pytania
Czy muszę przeczytać całe OWU przed podpisaniem?
Nie musisz czytać wszystkiego, ale musisz przeczytać właściwe fragmenty. Wybierz ryzyka, które są dla Ciebie istotne, i przy każdym sprawdź zakres, definicję i wyłączenia. Reszta dokumentu zwykle nie zmienia Twojej sytuacji.
Od czego zacząć, gdy dostanę dokument na kilkaset stron?
Od spisu treści i od listy zdarzeń objętych ochroną w umowie, która Cię interesuje. Potem czytasz definicje tych zdarzeń, a na końcu wyłączenia. Dopiero mając te trzy elementy, patrzysz na sumę i składkę.
Czy suma ubezpieczenia to kwota, którą dostanę przy chorobie?
Niekoniecznie. Suma jest podstawą naliczenia, a wypłatę wyznacza procent przypisany do konkretnego zdarzenia. Przy sumie 100 000 zł i dziesięciu procentach za dane zdarzenie świadczenie wyniesie 10 000 zł.
Dlaczego ta sama choroba jest inaczej opisana w dwóch dokumentach?
Bo każde towarzystwo tworzy własne definicje na podstawie swojego portfela i swojej oceny ryzyka. Dlatego udar może być zdefiniowany jako udar z trwałym deficytem neurologicznym albo bez niego, a to zmienia zakres ochrony.
Co zrobić, jeśli nikt nie pytał mnie o stan zdrowia?
Sprawdź, jakiego rodzaju jest to umowa. Przy rozwiązaniach wypadkowych ankieta zwykle nie jest potrzebna. Przy ochronie życia i zdrowia brak rzetelnej ankiety jest sygnałem ostrzegawczym i wyjaśnij to, zanim wydarzy się zdarzenie.
Czy w ubezpieczeniu mieszkania lub domu formuła all risk oznacza, że objęte jest wszystko?
Nie. Mowa o polisie na mieszkanie lub dom. All risk oznacza tyle, ile w danym dokumencie zostało tak nazwane, a zakres i tak wyznaczają wyłączenia. Przy ubezpieczeniu mieszkania i domu potrafią one zająć dwie strony, więc to właśnie je trzeba przeczytać najuważniej.
Czy przed wyjazdem za granicę wystarczy mieć polisę?
Samo posiadanie polisy nie wystarczy. Sprawdź procedurę zgłoszenia, bo w części umów wymagany jest kontakt z centrum alarmowym przed skorzystaniem z pomocy medycznej. Ta kolejność bywa warunkiem pokrycia kosztów.
